BONO Z U2 I WILK ZE STARTU SZCZECIN TROCHĘ PODOBNI

8 sierpnia 2014
Autor:

pikt-kolarstwoKrzysztof Samociuk: Jako miłośnik górskiego powietrza lubi pan Szczecin?
Rafał Wilk – niepełnosprawny kolarz Startu Szczecin (zdobywca m.in. 2 złotych medali w kolarstwie podczas Igrzysk Paraolimpiady w Londynie w 2012 roku, 2 złote medale Mistrzostw Świata w 2013 roku oraz dwa złote medale w Pucharze Świata): Oczywiście, że lubię. Mieszkam w Rzeszowie, uwielbiam Bieszczady i ten cały mój fantastyczny rejon z fantastycznymi ludźmi i klimatem. Ale Szczecin, który jest tak daleko, oczywiście też uwielbiam.

Może dlatego, że jest tak daleko. W Szczecinie mam klub, świetnych znajomych i tyle medali zdobywam właśnie dla Szczecina. Rzadko w Szczecinie bywam. Mam nadzieję, że będę cześciej. Jeszcze jedna sprawa – to blisko morza. Chciałbym, żeby w Szczecinie odbyły się Mistrzostwa Polski.

K.S: Pod koniec sierpnia Mistrzostwa Świata niepełnosprawnych kolarzy w USA. Pan tradycyjnie wybiera się po złoto?

R.W: Proszę nie żartować. Takie żarty tylko pecha przynoszą. Jadę do Greenville w Południowej Karolinie powalczyć. Powalczyć o mój jak najlepszy wynik. Jeśli będą dwa złote medale, oczywiście będę szczęśliwy jak góral, którego nie odwiedza deszcz. Znajomość dramatyczną pecha już znam. Sprzęt się popsuje i wtedy olala – 11 miejsce nie wystarczyło, potrzebne było 10. Na tej zasadzie, mam po Pucharze Świata UCI w Hiszpanii ostatecznie drugą lokatę, nie pierwszą. Pech jest i pechowi nie wytłumaczysz, o co chodzi w tym wyścigu.

K.S: Ten wyjątkowy pech, wyjątkowo zdenerwował?

R.W: Ten sport to trochę takie „CYGAŃSKIE ŻYCIE”. Nagle nie wiadomo skąd zamiast pewnego zwycięstwa, ma się tylko drugie miejsce. Malutkiego szczęścia wyjątkowo zabrakło, ale nerwica mną ruszyła tylko na moment. Zabrakło spełnienia jednego z marzeń, zabrakło, ale nie ma co denerwować się kilka miesięcy, od rana do wieczora. Zdażyło się i tyle. Wygrał mój serdeczny kolega z Francji.

K.P: Krótko mówiąc o srebrnym Pucharze Świata UCI zapominasz. Najważniejsze zawody tego roku to Mistrzostwa Świata w Greenville. Jesteś faworytem. Kto będzie Twoim najgroźniejszym rywalem?

R.W: Mistrzostwa w USA będą się odbywały raczej na płaskiej niż górzystej trasie. Nie jestem jedynym faworytem, który wystartuje „na luzie” po złoto. Chętnych na pierwsze miejsce będzie naprawdę sporo. Niemcy, Francuzi, Australijczyk, Austryjak i oczywiście Polacy, oczywiście Arkadiusz Skrzypiński. Jednak jeśli pech mnie opuścił, złoto dla mnie jest po prostu blisko, bardzo blisko.

K.S: Jeszcze jedna ciekawostka. Jeśli chodzi o wywiad z Tobą, twierdzisz że wolisz porozmawiać niż coś napisać. Rozmowa jest lepsza od pisania?

R.W: Trochę zażartuję, ale jestem podobny do Bono z U2. Bono też twierdzi, że jak się pogada, to można mówić o wszystkim. Niemal o wszystkim. Ja zawsze miałem problemy ze szkolnymi wypracowaniami. Wolę poezję posłuchać i podyskutować o niej, niż ją pisać. Prosta sprawa. Dobrze się czuję podczas interesujących rozmów.

K.S: Uprzejmie się dziękuję za oczywiście poetycką dyskusję. Powodzenia.




Pozostałe newsy w tej kategorii



Wydawnictwa

Wyróżnienia